SZUKAJ:
Do poprawnego wyświetlania znaków chińskich wymagana jest instalacja chińskiej czcionki.
Witaj, drogi Gościu! Od początku wydarzeń opisywanych na niniejszym blogu minęło już kilka lat. I wiele się przez te lata zmieniło, przede wszystkim ja sam. Dlatego - szczególnie jeśli jesteś tu po raz pierwszy - bardzo Cię proszę o zapoznanie się z treścią strony INFO, będącej rozszerzeniem "notki autorskiej". Jest to konieczne dla prawidłowego zrozumienia zawartości bloga i zmian, jakie zachodziły w trakcie pisania. Dziękuję!

ARCHIWA

Jedzą, piją, lulki palą

Moje dni w Wuhanie i Chinach są już policzone. A liczba ta jest właściwie cyfrą. Średnio dużą, nawiasem mówiąc. W związku z tak zaistniałą sytuacją zorganizowaliśmy z Sonią w miniony wtorek imprezę z naszą grupą z uniwersytetu. Imprezę w zasadzie dla nas obojga już pożegnalną. Grupa stawiła się niemal w komplecie, bardzo licznie, bo ugościliśmy ponad trzydzieści osób (chwała niech będzie tanim wielkim mieszkaniom w Wuhanie!). Nie zabrakło i nauczycielki Li (李老师), naszej, pozwolę sobie tak to ująć, opiekunki.

Spotkanie udało się wyśmienicie. Atmosfera świetna, mnóstwo roześmianych Azjatek i Azjatów i zapierające dech kulinarne przygody. Bo, jak na Chiny przystało, centrum i gwóźdź imprezy stanowiło jedzenie, przygotowywane pilnie od kilku dni przez nasze wietnamskie koleżanki, które stanowią zdecydowanie większość grupy. Bo są w niej prawie sami Wietnamczycy, kilkoro białych, zdarzy się jakaś Koreanka albo Japonka. Na szczęście Wietnamki doskonale znają się na patelni.

Kamień młyński i wzgórze jego

Tak. Aktualnie mam dwa rozpoczęte wątki, którym jeszcze trochę do końca. Wypada więc kontynuować któryś, a padło na na odwiedziny zaprzyjaźnionej redakcji. Otóż następnego dnia postanowiliśmy zapoznać się z jednym z najpiękniejszych miejsc w Wuhanie, Parkiem Moshan. Co prawda byłem już tam jakieś dwa miesiące temu, ale wtedy, z racji rychłego wyjazdu do Hongkongu, a potem do Pekinu, nie udało mi się naskrobać na ten temat stosownej relacji. Spieszę zatem w niniejszym wpisie nadrobić to dla odmiany niestosowne zaniedbanie.

Park Moshan (磨山) leży sobie po południowo-wschodniej stronie Jeziora Wschodniego (东湖). Z pozostałości dawnych czasów znaleźć tu można resztki zamku z państwa Chu (楚), a poza tym kilka świeżutkich „zabytków”, jak na przykład Niebiański Pawilon Chu (楚天台) czy rekonstrukcja ulicy handlowej. Wszystko położone jest w malowniczej scenerii Wzgórza Kamienia Młyńskiego, czyli właśnie Moshan, o sześciu wierzchołkach. Ogólnie na całym terenie rozsianych jest kilkanaście punktów z większymi lub mniejszymi akcentami kultury Chu.

Taoistyczna Świątynia Wiecznej Wiosny

Wizyta zaprzyjaźnionej redakcji w Wuhanie to nie tylko przejawy niedorozwinięcia umysłowego redaktora „Chin z pierwszej ręki…”. Już pierwszego dnia, niedługo po przyjeździe Gości o godzinie 7 rano, wybraliśmy się do Wieży Żółtego Żurawia (黄鹤楼). Jednakże ponieważ pisałem już o niej, pominę ten epizod stosownym milczeniem. Zaraz potem udaliśmy się na pobliski most na Jangcy, zwany Wielkim Mostem Jangcy (长江大桥). Ale ponieważ miałem już przyjemność pisać nieco o rzece (长江) TUTAJ (to ten z pierwszej fotografii), również nie będę się rozwodził. Godny większej aktualnie uwagi jest nasz kolejny cel – taoistyczna Świątynia Wiecznej Wiosny.

Nazwa Świątynia Wiecznej Wiosny (長春觀) nie do końca jest tym, jak ja bym ją przetłumaczył. Nie całkiem wierząc we własne kompetencje, posiłkowałem się innymi źródłami. Osobiście nazwałbym ją po prostu Świątynią Długowieczności. Tak czy siak znajduje się ona niemal pośrodku między Wieżą Żółtego Żurawia, a Świątynią Baotong. Niegdyś obszar był bujnie porośnięty sosnami, przez co nazywano go „wyspą sosen”. Powiada się, że miejsce to wyjątkowo upodobał sobie sam mistrz Lao (老子), uważany za twórcę taoizmu. Wiele wieków później, za czasów mongolskiej dynastii Yuan (元 1279-1368), cesarz rozkazał budowę świątyni taoistycznej. Nazwano ją później od jego imienia. Świątynia Wiecznej Wiosny stała się najsłynniejszą w całej prowincji Hubei (湖北省). Składały się na nią setki budynków, ciągnęły tu nieprzeliczone rzesze wiernych.

Królewna Fiona z Wuhanu

Dziś wieczorem dobiegła końca pełna perwersyjnych wrażeń wizyta redakcji „Zapisków na pałeczkach do ryżu” na wuhańskiej prowincji. Obie redakcje rozstały się w wielkiej przyjaźni i nie wykluczają dalszej owocnej współpracy w niedalekiej przyszłości. Zanim jednak przejdę do konkretniejszych konkretów, zaprezentuję dziś wiernym fanom obu przedsięwzięć wstępny wpis w formie „fotostory” rodem z Bravo! Girl (większość fotografii wykonała redakcja „Zapisków…”). Wpis ów niech posłuży za podsumowanie najważniejszych punktów wizyty. Jeśli masz poniżej 16 lat, zapytaj rodziców o zgodę na przeczytanie dalszej części.

Przedstawiam niniejszym redakcję „Zapisków” w pełnym składzie. To oczywiste, że dodatkowy redaktor był bardzo potrzebny. Po naczelnym wyraźnie widać, że przeżywa pewien kryzys: