Jedzą, piją, lulki palą
29 czerwca 2007 - piątekgodzina 23:03
Moje dni w Wuhanie i Chinach są już policzone. A liczba ta jest właściwie cyfrą. Średnio dużą, nawiasem mówiąc. W związku z tak zaistniałą sytuacją zorganizowaliśmy z Sonią w miniony wtorek imprezę z naszą grupą z uniwersytetu. Imprezę w zasadzie dla nas obojga już pożegnalną. Grupa stawiła się niemal w komplecie, bardzo licznie, bo ugościliśmy ponad trzydzieści osób (chwała niech będzie tanim wielkim mieszkaniom w Wuhanie!). Nie zabrakło i nauczycielki Li (李老师), naszej, pozwolę sobie tak to ująć, opiekunki.
Spotkanie udało się wyśmienicie. Atmosfera świetna, mnóstwo roześmianych Azjatek i Azjatów i zapierające dech kulinarne przygody. Bo, jak na Chiny przystało, centrum i gwóźdź imprezy stanowiło jedzenie, przygotowywane pilnie od kilku dni przez nasze wietnamskie koleżanki, które stanowią zdecydowanie większość grupy. Bo są w niej prawie sami Wietnamczycy, kilkoro białych, zdarzy się jakaś Koreanka albo Japonka. Na szczęście Wietnamki doskonale znają się na patelni.
Nazywam się Bartosz Jakubiak. W wielu zakątkach sieci znany jestem jako

