Hm, przyznaję, że przemilczałem wrzesień. W zasadzie niemal dosłownie. Ale cóż, każdemu należą się wakacje, nawet od blogowania, czyż nie? Ale wraz z początkiem roku akademickiego, które to ważne wydarzenie miało miejsce dziś – przypominam Czytelnikowi, kończą się również wakacje w sieci. Czyli ostro zabieram się do roboty. Pisałem w pewnym momencie o planach na dalszą moją tutaj działalność. Bo nie chciałbym, aby się nagle skończyła, spodobało mi się, ha! Tak więc wspomniane wyżej wzięcie się do roboty oznacza dwie rzeczy: 1) kończę ten blog, na którym zostało mi jeszcze kilka drobnych rzeczy do umieszczenia, 2) ruszam z kolejnym projektem. O tym ostatnim może Czytelnik oczekiwać informacji dosłownie lada godzina. Ale do rzeczy, ten blog to „Chiny z pierwszej ręki”, więc na tym skupię się i dziś.
Dziś 1 października, chińskie święto narodowe, czterdziesta ósma rocznica ustanowienia Chińskiej Republiki Ludowej (中华人民共和国). Okazja bardzo ważna, ale aktualnie nie ma mnie w Chinach, więc nic na ten temat nie będzie z pierwszej ręki. Ale cierpliwości.
Dziś napiszę o jednym ze słynniejszych miejsc w Pekinie (北京), o ulicy handlowej Liulichang (琉璃厂). Zlokalizowana jest ona na południe od bramy Qianmen (前门), stojącej na południowym krańcu Placu Tian’anmen (天安门广场). Jest długa na w zasadzie jedynie 750 metrów. Handel na niej prowadzony kręci się wokół malarstwa, kaligrafii, rzadkich książek i ogólnie szeroko pojętych sztuki, rzemiosła. Ulica została przebudowana w latach osiemdziesiątych i obecnie zabudowana jest w tradycyjnym stylu dynastii Qing (清).


W czasach dynastii Ming (明) i Qing było to ulubione przez uczonych i artystów miejsce spotkań, gdzie mogli sami tworzyć, a także kupować dzieła innych. W XVII-XVIII w. stała się kwitnącym centrum kulturalnym, później zyskiwała na znaczeniu i wartości jeszcze szybciej. W tamtych jednak czasach była to głównie gigantyczna księgarnia i antykwariat, możliwość lektury i zakupu największych i najwspanialszych dzieł literatury oraz kaligrafii stanowiła główną atrakcję ulicy Liulichang w Pekinie.


Bla, bla. Na Liulichang byłem dwa razy. W sumie bardzo przyjemne miejsce, z miłą atmosferą, ale jest jeden problem. Zresztą problem ten dotyczy wszystkich chińskich „atrakcji historycznych”. Tej historii widać tam tyle, co kot napłakał. To nie jest stara, zabytkowa, sypiąca się uliczka. To niemal na nowo zbudowany „pasaż handlowy”. Owszem, w sklepach znaleźć można mnóstwo, całe mnóstwo przepięknych kaligrafii, książek i tym podobnych typowo chińskich chińszczyzn. Autentycznych. Wszystkie antyki sprzedawane na Liulichang posiadają certyfikat autentyczności. Można wywozić je z Chin. Nieocenione wręcz są bogato wyposażone sklepy z artykułami malarskimi, kaligraficznymi. Inna sprawa, że za jeden zwój zapłacić trzeba jakąś absurdalną kwotę, więc naturalnie ja poszedłem tam tylko sobie popatrzeć. Nie brakuje również banków.


Ulica zaczyna się niespodziewanie, kończy podobnie. Ot, w pewnym momencie zwęża się i przechodzi w zwykły, zatłoczony i zagracony hutong (胡同). I przynajmniej tyle z jej pierwotnego uroku pozostało.
Fotografii nie ma za wiele, wszak niewielkich rozmiarów to miejsce. Kilka więcej jednak znajdzie Czytelnik jak zwykle w odpowiednim albumie zdjęć w SinoGalerii: Ulica Liulichang (琉璃厂). 毛主席万岁!



Nazywam się Bartosz Jakubiak. W wielu zakątkach sieci znany jestem jako


Fajny blog…przyjemny dla wzroku:)
Dzięki :] Bardzo mi miło!
Bardzo przyjemnie, lekko a zarazem przyciągająco ciekawie :) ten blog to dla mnie relax po ciężkim dniu spędzonym w szarej, zatłoczonej i niezwykle (ostanio przynamniej dla mnie) pospolitej Polsce.
i mała dygresja : dziś przypomniała mi się piosenka z bajki, która poprawiła mi humor od rana – pragnę się podzielić i dobrym natrojem zarazić ;)
..Piratem być to morowa jest rzecz, jak my wędrować przez świat… wciąż dalej i dalej unoszą nas fale a żaglach łopocze nam wiatr…. :D
Fajne miejsce. Będę tu zaglądał.